Struktury serwisów internetowych, zwłaszcza tych większych, rzadko pozostają statyczne. Zmiany adresów URL są w zasadzie nieuniknione — przekierowania 301 pomagają się w nich odnaleźć zarówno Twoim użytkownikom, jak i robotom wyszukiwarek. A czy ilość takich przekierowań ma wpływ na SEO? Jak uniknąć potencjalnych problemów? Na te pytania odpowiemy poniżej.
Czym są przekierowania 301 — i kiedy powstają redirect chains?
Zacznijmy od podstaw. Przekierowanie 301 pozwala przenieść użytkowników, którzy próbują wejść na Twoją stronę przy pomocy starego adresu URL na jego nową wersję — lub na zupełnie inną podstronę.
Gdyby takiego przekierowania nie było — po kliknięciu nieaktualnego odnośnika użytkownik zobaczyłby komunikat o błędzie 404. Jeśli je dodamy, serwer automatycznie wyświetli — zamiast błędu — stronę znajdującą się pod nowym adresem.
Przekierowania 301 wykorzystuje się w wielu sytuacjach:
- gdy zmieniamy nazwę domeny lub którejś z podstron;
- gdy usuwamy jedną z podstron i chcemy przekierować ruch z niej pochodzący np. na stronę główną;
- przy wdrożeniu certyfikatu SSL (po to, aby w sieci nie funkcjonowały jednocześnie dwa adresy: z przedrostkami http i https);
- gdy strona posługuje dwiema wersjami adresu URL — z prefiksem www i bez niego.
Oczywiście — jedna witryna może podlegać w ciągu swojego życia wielu modyfikacjom i zmianom lokalizacji. Jeśli towarzyszą im kolejne przekierowania 301 — wtedy mówimy o łańcuchu przekierowań, czyli tytułowym redirect chain.
Redirect chains a SEO — czy łańcuchy przekierowań mają wpływ na pozycjonowanie?
Jedną z najistotniejszych właściwości przekierowania 301 jest fakt, że w „oczach” robotów wyszukiwarek oznacza ono stałe, celowe przeniesienie adresu strony. Wobec tego, nie będą już traktowały starego URL jako kanonicznego, a zamiast niego — w wynikach wyszukiwania pojawi się nowy adres. Ale co najważniejsze — to wszystko przebiega bez utraty mocy SEO i pozycji w SERP-ach.
Przekonanie, że same przekierowania 301 mogą poskutkować spadkami w rankingu Google to mit — który wziął się stąd, że do 2016 roku algorytm wyszukiwarki rzeczywiście „karał” przekierowywane adresy utratą nawet kilkunastu procent ich mocy. Obecnie link juice jest przenoszony praktycznie w całości, także specjaliści od pozycjonowania nie mają się czego obawiać.
Zwłaszcza że przekierowania pozwalają uniknąć dwóch bardzo ważnych z punktu widzenia SEO problemów. Duplikacji treści — gdy witryna posługuje się dwoma niepołączonymi ze sobą adresami — oraz wyświetlania się błędu 404, który skutecznie odrzuca użytkowników od korzystania ze strony i stanowi jasny sygnał dla robotów Google’a, że strona nie jest regularnie aktualizowana.
Problem pojawia się wtedy, gdy mamy do czynienia z całym łańcuchem przekierowań 301. Po pierwsze, w takiej sytuacji roboty indeksujące mają dłuższą drogę do pokonania, zanim dotrą do właściwej, kanonicznej wersji witryny. Google zaleca, aby w przypadku indeksowanych stron nie przekraczać pięciu przekierowań — inaczej cały proces może się nieco opóźnić.
Największym problemem jest jednak wydłużony czas ładowania się strony — który ma przecież ogromny wpływ na doświadczenie użytkownika i jest kluczowym czynnikiem rankingowym. Przyjmuje się, że każde kolejne przekierowanie 301 dodaje do czasu ładowania ok. 70 ms. To niedużo, ale przy dłuższym łańcuchu — może mieć znaczenie. Zwłaszcza że dotarcie do właściwej wersji adresu URL to tylko połowa procesu — znalezioną witrynę trzeba jeszcze załadować.
Jak uniknąć problemów z przekierowaniami?
Złota zasada jest oczywista — unikaj długich łańcuchów przekierowań. W większości przypadków da się sprowadzić całą sekwencję przekierowań do zaledwie jednego kroku; jeśli jest ich więcej, radzimy zastanowić się, które z etapów łańcucha są rzeczywiście niezbędne. Oczywiście, może to wymagać dogłębnej zmiany struktury odnośników, ale na dłuższą metę — powinno się opłacić. Szczególnie problematyczna byłaby tzw. pętla przekierowań — czyli łańcuch, który zaczyna się i kończy na tym samym adresie URL.
Oprócz tego — radzimy uważać na poprawność wszystkich odnośników: i tych nieaktualnych, i nowych, kanonicznych. Wystarczy jedna literówka, by stworzyć zupełnie nowy adres URL i, w ten sposób, zerwać łańcuch przekierowań.
Jeśli chodzi o narzędzia, które mogą się przydać przy analizie struktury przekierowań — pomóc powinno zarówno Google Search Console (który wskaże problemy z przekierowaniami), jak i profesjonalne narzędzia pozycjonerskie — Ahrefs, Semrush oraz (dedykowany analizie stron pod kątem crawlerów) Screaming Frog.